wtorek, 22 lutego 2011

Oddanie chorego na Alzheimera do Domu Opieki i “co ludzie powiedzą”...

...czyli jak sobie poradzić z gadaniem sąsiadów...


“Co ludzie powiedzą” - to główny powód, dla którego nie robimy pewnych rzeczy, m.in. nie oddajemy bliskiego do domu opieki, bo przecież zostaniemy potępieni przez jakże ważne grono sąsiedzkie. Jak sobie poradzić z ich gadaniem? Sprawa jest prosta – nie słuchać! Nikt, kto w bliskiej rodzinie nie miał chorego na Alzheimera nie ma się tu prawa wypowiadać. Opieka nad takim chorym jest koszmarem i naprawdę podziwiam osoby, które wytrwały w tym by opiekować się chorym na tę chorobę do końca. Opiece nad nim trzeba się oddać całkowicie, poświęcić każdą chwilę dnia i każdą cząstkę siebie. Pogodzić się z utratą tego co do tej pory było codziennością. Zapomnieć o życiu towarzyskim, bo znajomi szybko się ulatniają, zrezygnować z pracy, a często nawet ze swojej rodziny, która po prostu też nie wytrzymuje tego psychicznego napięcia. Kiedyś gdzieś przeczytałam, że “kiedy w rodzinie jest jedna osoba chora na Alzheimera to choruje cała rodzina”. Nawet wcześniej nie przypuszczałam ile w tym jest prawdy. Chory jest chory, choroba wyniszcza jego mózg, organizm. Na początku wyobrażam sobie, że jest mu o tyle ciężko, że jest świadomy tego, że zapomina, że coś z nim nie tak, że wszyscy się na niego za coś denerwują. Ale stopniowo jego zdolności poznawcze zanikają i po jakimś czasie po prostu nie kojarzy tego faktu, że zapomina. Już żyje w innym, swoim świecie. Wie tylko, że czasem, z niewiadomej przyczyny, wszyscy się na niego denerwują. Może dla chorego to lepiej, bo chociaż nie ma świadomości tego co się z nim dzieje, ale otaczający bliscy to widzą. No i jednak obcują z tym chorym, zdani są na odpowiadanie na tysiące jednakowych pytań, na te same reakcje. Irytacja narasta, każdy dzień to coraz większa katorga, coraz mniej siły i cierpliwości. Napięcie staje się nie do zniesienia. Pamiętam dzień, był to jakiś uroczysty obiad, spotkaliśmy się w gronie rodzinnym, w tym również chora babcia. Zasiedliśmy do stołu, a w powietrzu aż wyczuwalne było napięcie. Każdy podświadomie już się denerwował. Bo każdy wiedział, że zaraz padnie znowu to pytanie. “Gdzie są moje buty?” i “Kiedy pójdziemy do domu?”. Nie muszę mówić, że oczywiście pytania padły, nie raz, nie drugi, i że niestety nie udało sie nie wybuchnąć. To jest po prostu awykonalne. Cała rodzina jest wiecznie poddenerwowana i skora do wybuchu w każdej chwili. To nie jest zdrowe. Dodam jeszcze, że babcia od lat czterech jest w Domu Opieki dla chorych na Alzheimera. Naprawdę miło mi było oglądać jej twarz od chwili gdy się tam zaaklimatyzowała. Przy nas była wiecznie skwaszona, narzekająca, miała taki zły wyraz twarzy. Pierwsze kilka dni w ośrodku ożywiło ją. Wreszcie na buzi zagościł jej uśmiech, wyglądała miło, żywo i kwitnąco. I dlatego z całą świadomością mówię, że oddanie do Domu Opieki wychodzi na dobre wszystkim. I rodzinie chorego i samemu choremu. A sąsiedzi niech sobie gadają. Ci co mówią najwięcej, jak tylko im się taka sytuacja przytrafi, nawet nie spróbują się poopiekować takim chorym, tylko oddadzą do ośrodka i pewnie nawet nie odwiedzą.